Conan barbarzyńca- największy Munchkin wszechczasów

Munchkin to jedna z moich ulubionych serii gier. Jedna z tych pozycji, które mogę polecić prawie każdemu i zagrać prawie wszędzie. Najlepiej z kolegami przy piwie, kiedy atmosfera sprzyja Munchkinowym awanturom i przepychankom. Mam z tą grą same dobre wspomnienia, związane choćby z partiami zakończonymi przedwcześnie wybuchem ogólnej głupawki, kiedy właściwie nie dało się już trzymać kart w ręce ( Na kilkadziesiąt partii, zdarzyły się takie dwie. Co ciekawe nikt z nas wtedy akurat nie pił). Nigdy nie zapomnę co lepszych potworów napotkanych po drodze – np. zdołowanego Gwiazdoraka w Kolczym Bikini, czy Kolosalnego, Niewidzialnego, Gołego i wesołego Wróbelka Elemelepolejka, który prawie skończył jako wierzchowiec mojej żony. Kupa śmiechu i zabawy. Munchkin wciągnął mnie do tego stopnia, że mimo wielkich chęci na serie poboczne, musiałem sobie obiecać, że zostanę tylko przy serii Fantasy i tylko polskiej wersji językowej. Na kasie  nie śpię ( a kupowałem też masę innych gier, bo jako człowiek wychowany na pokemonach, musiałem złapać je wszystkie), więc musiałem obejść się smakiem kiedy wychodził Munchkin Piraci z Karaibów, Zombie, Cthulhu, Apokalipsa, Con… STOP! Conan ma rewersy identycznie jak w wersji fantasy, więc to właściwie dodatek, prawda? Prawda?!

I tak oto postanowiłem, że Munchkin Conan trafi w moje łapki. Czy warto było ostrzyć sobie na niego zęby? Czytaj więcej