Conan barbarzyńca- największy Munchkin wszechczasów

Munchkin to jedna z moich ulubionych serii gier. Jedna z tych pozycji, które mogę polecić prawie każdemu i zagrać prawie wszędzie. Najlepiej z kolegami przy piwie, kiedy atmosfera sprzyja Munchkinowym awanturom i przepychankom. Mam z tą grą same dobre wspomnienia, związane choćby z partiami zakończonymi przedwcześnie wybuchem ogólnej głupawki, kiedy właściwie nie dało się już trzymać kart w ręce ( Na kilkadziesiąt partii, zdarzyły się takie dwie. Co ciekawe nikt z nas wtedy akurat nie pił). Nigdy nie zapomnę co lepszych potworów napotkanych po drodze – np. zdołowanego Gwiazdoraka w Kolczym Bikini, czy Kolosalnego, Niewidzialnego, Gołego i wesołego Wróbelka Elemelepolejka, który prawie skończył jako wierzchowiec mojej żony. Kupa śmiechu i zabawy. Munchkin wciągnął mnie do tego stopnia, że mimo wielkich chęci na serie poboczne, musiałem sobie obiecać, że zostanę tylko przy serii Fantasy i tylko polskiej wersji językowej. Na kasie  nie śpię ( a kupowałem też masę innych gier, bo jako człowiek wychowany na pokemonach, musiałem złapać je wszystkie), więc musiałem obejść się smakiem kiedy wychodził Munchkin Piraci z Karaibów, Zombie, Cthulhu, Apokalipsa, Con… STOP! Conan ma rewersy identycznie jak w wersji fantasy, więc to właściwie dodatek, prawda? Prawda?!

I tak oto postanowiłem, że Munchkin Conan trafi w moje łapki. Czy warto było ostrzyć sobie na niego zęby?

 

Co w środku?

W pudełku znajdziemy 168 kart podzielonych pomiędzy dwie talie- drzwi i skarby, zwykłą, sześcienną kostkę i instrukcję. Ponadto w środku znalazłem plastikową wytłoczkę, która docelowo miała pomóc w układaniu kart, jednak musiałem się jej pozbyć. Pomysł jest fajny, tylko nie wiem dlaczego nie pomyślano o tym, żeby dopasować go do rozmiaru kart włożonych w koszulki. Ja koszulkuję karty z niemalże każdej mojej gry i często spotykam się z tym problemem, ale przy Munchkinie wydaje mi się on wyjątkowo uciążliwy. Ze względu na charakter tej gry, śmiało może być ona grana po pubach, lub na domowych imprezach ze znajomymi. Takie traktowanie kart bez koszulek szybko może skończyć się ich zgonem. Z kolei jeśli zakoszulkujemy Conana, będzie nam fruwał bezładnie po pudle, więc zostają nam tylko woreczki strunowe, albo kolejne (w moim przypadku) Pudła Trzymania, czyli mały dodatek do gry zawierający pudełka do przechowywania Munchkinowych kart. Jeśli już  jesteśmy przy małych dodatkach, to przydałoby się zaopatrzyć też w liczniki poziomów, których w pudełku nie ma, ale można je dokupić w różnych wariantach (nie… Munchkin nie jest wydawany przez FFG :P). Ja pamiętam, że kiedyś zebrałem 6 munchkinowych kości dziesięciościennych jako gratisy do zamówień. Może i teraz się uda, jeśli ktoś poszuka.

IMG_8720

Ekwipunku ciekawszego niż ten ze zdjęcia w grze nie znajdziemy. Potężniejszy owszem, ale nudny jak flaki z olejem.

Jeśli chodzi o jakość kart, to nie ma jej czego zarzucić. Można je tylko pochwalić za jak zwykle świetne grafiki Johna Kovalica. Trudno nazwać je co prawda pięknymi, ale trzeba przyznać, że swój urok i styl mają. Nie spotkałem jeszcze nikogo, komu by on przeszkadzał. Zapewne gra zawdzięcza to swojemu nieodłącznemu humorowi i zabawnym nawiązaniom do znanych postaci, miejsc lub wydarzeń. Mam wrażenie, że Munchkin Conan traci tu trochę w porównani do poprzednich gier z serii. Marka jest niby ogólnie znana, ale prawdziwych fanów przygód Cymeryjskiego barbarzyńcy za wielu nie znam. Na kartach znajdziemy co prawda sporo nawiązań do przygód tytułowego bohatera znanych z książek, filmów i komiksów, ale  nie wiem ile osób to doceni. Mało z tych kart tryska humorem, do którego przyzwyczaiła nas seria, choć znajdują się chlubne wyjątki, takie jak choćby karta „Smakuje Jak Kurczak”.

Jednak nie szata zdobi barbarzyńcę ( powszechnie wiadomo, że im więcej pancerz odsłania, tym większą stanowi ochronę 😛 ).

 

Jak grać?

Cel jest ten sam co we wszystkich znanych mi Munchkinach – zdobyć maksymalny, dziesiąty poziom doświadczenia i przeszkodzić w tym pozostałym członkom naszej drużyny. Tak. Munchkin to gra w której gramy „drużynowo”, przebijając się przez lochy pełne różnego dziadostwa, nie pozwalając przy tym, aby chwała i skarby w większej mierze udzieliły się kolegom niż nam.

IMG_8710

Przykładowe rasy, klasy, dziedzictwa i karty pozwalające nam na bycie wielorasowcem i wieloklasowcem w grze.

Zaczynamy od podzielenia kart na dwa oddzielne stosy – drzwi i skarby oraz dobranie przez wszystkich graczy po 4 karty z obu stosów. Wybieramy pierwszego gracza i ten z posiadanych kart na ręce może zagrać na stół przedmioty dające mu bonus w walce, które w całości tworzyć będą jego ekwipunek. Może zagrać też karty natychmiastowe, takie jak choćby te dające od razu poziom doświadczenia, albo położyć na stół karty opisujące jego postać, takie jak klasa, rasa czy dziedzictwo. Klasy w Conanie to klasyczne klasy z serii fantasy, takie jak złodziej, kapłan, czy wojownik. Z kolei rasy są zupełnie inne. Zamiast Krasnoludów i Elfów mamy np. Kuszytów, czy Cymeryjczyków- rasy zamieszkujące świat Conana barbarzyńcy. Zupełna nowością jest natomiast dziedzictwo – nasza postać może być barbarzyńcą, albo szlachcicem. Wszystkie te cechy naszej postaci w jakiś sposób wpływają na jej zdolności ułatwiając zdobywanie poziomów doświadczenia. Z biegiem gry przedmioty i cechy będziemy zyskiwać, tracić, zmieniać w zależności od naszych potrzeb, lub kaprysu współgraczy (oczywiście jeśli ten kaprys będzie poparty jakąś złośliwą kartą zagraną w naszym kierunku). Jak już się wyłożyliśmy i jesteśmy np. Stygijskim wojownikiem uzbrojonym w beczkę miodu, możemy przejść do rzeczy, czyli eksploracji lochu, w którym znaleźliśmy się z drużyną. Dociągamy zatem jedną kartę drzwi z zakrytego stosu i kładziemy odkrytą przed sobą, aby rozpatrzeć jej efekt. Tu mamy w gruncie rzeczy 3 opcje. Możemy znaleźć:

– Kartę oznaczoną jako klątwa, której efekt natychmiast rozpatrujemy i która w jakiś sposób krzywdzi naszą postać (zabiera np. poziom, przedmiot, albo klasę)

IMG_8705

Jak widać groźnie brzmiące z nazwy klątwy, to po prostu pech albo zła wola kolegów. Pigułka rabunku rozbawiła mnie chyba najmocniej ze wszystkich kart w grze.

-Potwora, z którym musimy się zmierzyć

– Cokolwiek innego, co po prostu bierzemy na rękę (mogą to być wzmocnienia potworów, klasy, rasy, itp.)

IMG_8702

Kilka kart ze stosu drzwi- przykładowy towarzysz, kanciarz pozwalający oszukiwać bez oszukiwania i karty, które możemy zagrać podczas walki, żeby uprzykrzyć trochę zabawę naszym znajomym lub ułatwić ją sobie.

W pierwszym i trzecim przypadku po wykonaniu wyżej opisanych czynności mamy znów wybór. Możemy przeszukać pokój, czyli dobrać kolejną kartę ze stosu drzwi, tym razem prosto na rękę, albo szukać guza, czyli zgrać potwora z ręki, żeby z nim walczyć.

IMG_8709

Przykładowe potwory, niestety mało zabawne, ale za to zapewniają masę skarbów stosunkowo łatwych do zdobycia.

A jak wygląda Walka? Nie jest zbyt skomplikowana. Jeśli zdaliśmy nauczanie początkowe bez ściągania od kolegów, powinniśmy dać sobie z nią radę. Otóż każda karta potwora posiada swój wydrukowany poziom. Jeśli nasza postać ma wyższy poziom (z uwzględnieniem modyfikatorów zapewnianych przez nasze używane przedmioty), wygraliśmy, zdobywamy kolejny poziom doświadczenia i możemy dobrać karty skarbów w ilości zaznaczonej na karcie maszkary, którą właśnie pokonaliśmy. Nie zawsze oczywiście jest to takie proste. Nasi koledzy mogą w trakcie walki zagrać jakąś natychmiastową kartę, która może przechylić szalę zwycięstwa na wybraną przez nich stronę. Mogą zwiększyć poziom potwora, zmniejszyć go, sprawić, że nie daje skarbów, zagrać kolejnego potwora, jeśli mają odpowiednią kartę, itp. Możliwości jest dość sporo. Jeśli wychodzi na to, że przegrywamy, sami możemy zagrywać karty, które nam pomogą, wykorzystywać zdolności naszych klas, bądź poprosić któregoś z innych graczy o pomoc, czyli dodanie jego efektywnego poziomu do naszego (nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pomagała osoba, która przed chwilą przeszkadzała). Zazwyczaj na prośbach się nie kończy, bo gracz- pomocnik nic obligatoryjnie wspierając innego gracza nie otrzymuje. Najczęściej trzeba zaoferować mu udział w zyskach, przedmiot z ekwipunku, umycie garów po najbliższym obiedzie (sam nie wiem, czy to plus, czy minus grania z żoną), bądź właściwie cokolwiek – byleby przekonać go do pomocy. Jeśli mimo to i tak przegrywamy, będziemy zmuszeni uciekać (ewentualny pomocnik też), czyli rzucić kostką. Zazwyczaj wynik 5, lub 6 na kości zapewnia nam udany taktyczny odwrót. Wynik 1-4  oznacza, że musimy się poddać „marnemu końcowi” z karty potwora. Zazwyczaj oznacza on utratę ekwipunku, jakiejś zdolności lub śmierć, czyli praktycznie reset ekwipunku postaci pozwalający innym graczom wybrać sobie co lepsze itemki dla siebie.

 

Wrażenia

„Munchkin jak Manczkin. Tylko lepszy, bo szybszy.”

Żona

Jak już pisałem wcześniej, Munchkin to jedna z moich ulubionych serii gier, choć bardzo się różni od swoich kolegów z tej listy. Nie wymaga za dużo myślenia, jest w dużej mierze losowy (zazwyczaj to wada, ale tu mi jakoś nie przeszkadza) i bardzo prosty, choć czasami pewne zasady nie są do końca jasne. To celowy zabieg twórców, którzy trochę podjudzają graczy do „prowadzenia burzliwych dyskusji” nad grą. Swobodnej, ożywionej atmosferze sprzyja też humor zawarty na kartach.

IMG_8719

Najciekawsze ze względu na mechanikę karty w grze. Co ciekawe pierwsze 3 karty- proszki z lotosu, zagrane razem są silniejsze. Niestety po dorzuceniu do gry innych dodatków, trudno będzie znaleźć choć dwie z nich na ręce w jednym czasie.

Ciekawymi nowościami względem poprzednich części gry są nowe rasy, które współgrają z przyporządkowanymi do nich klasami i ekwipunkiem. Np. Cymeryjczyk będzie posiadał bonus w walce, jeśli jest wojownikiem i/ lub dzierży miecz. Bardzo fajny pomysł. Podobnie jak wspomniane wcześniej Dziedzictwo. Jeśli jesteśmy barbarzyńcą, możemy korzystać z każdego ekwipunku, niezależnie od ograniczeń, jakie ma wyliczone na karcie. Z kolei Szlachcic dostaje obligatoryjny bonus +1 i możliwość posiadania dodatkowego towarzysza (normalnie można mieć tylko jednego). Towarzysze, czyli postacie, które mogą nam towarzyszyć (patrząc przez pryzmat mechaniki to po prostu część naszego ekwipunku, która ma kilka specjalnych zasad) też niby są nowością, ale jak dla mnie nie różnią się niczym od przydupasów z serii fantasy. Tyle tylko, że są mniej różnorodni i może ciut silniejsi. Jeśli chodzi o te unikatowe conanowe karty, to mają one jedną wadę, która była niestety nie do uniknięcia. Jest ich bardzo mało, więc zaginą w stosie kart, kiedy dorzucimy je do reszty swojej kolekcji, co osobiście mam zamiar zrobić. Z drugiej strony karty Grzeczny i Grzeszny z innego dodatku były chyba tylko po jednej sztuce, a czasem je znajduję, więc może nie będzie tak źle.

IMG_8716

Jakby ktoś miał wątpliwość, co jest najlepsze w życiu 😛

Zdecydowanie największym grzechem Conana jest to, że jest mało śmieszny. Karty są zazwyczaj nudnawe. Jest kilka ciekawszych, ale zdecydowaną większość z nich znajdziecie na zdjęciach dołączonych do recenzji. Brakuje mi tu zabawnych potworów podobnych do tych z fantasy, takich jak telewizor, roślina doniczkowa, telemarketer, Wieśmin, czy Lech, Czech i Jarosław. Jeśli pokochaliście munchkina za głupawe karty i masę śmiechu, to Conan może was ciut rozczarować. Ma on jednak zaletę, która sprawi, że pokochają go inni. Jest szybki. Ma tak potężne przedmioty, że poziomy wbijamy dwukrotnie szybciej niż w munchkinie fantasy. Jeśli zatem ktoś lubi zabawę w tym stylu, a ma za mało czasu, żeby grać w klasyczną wersję, śmiało może zainwestować w recenzowany tytuł. Podobnie jeśli ktoś lubi epicką wersję Munchkina, czyli grę do 20 poziomu doświadczenia, która podkręca tempo rozgrywki po przekroczeniu półmetku, Conan jest dla niego wręcz idealny.

Dobra… Jak mawia moja żona, „nie ma co rozwadniać komara na sześć”, więc przejdźmy do oceny.

OCENA GRY: 5/5

zady:

– mało śmieszny

– pudełko nie dostosowane do trzymania kart w koszulkach

– brak znaczników poziomów

– wysoki poziom negatywnej interakcji

walety:

+ wysoki poziom negatywnej interakcji (co kto lubi )

+ idealny dodatek do piwa 😛

+ świetnie działa podczas epickiej rozgrywki

+ ładne grafiki

+ dość dokładna instrukcja, jak na munchkina

+ negocjacje z innymi graczami przed walką

+ odpowiada na egzystencjalne pytania

  Za udostępnienie gry do recenzji dziękuję wydawnictwu 

 

 

Uwaga! Wiadomość z ostatniej chwili. Astronomowie (opieramy się na rzetelnej nauce, a nie gusłach jakichś) ogłaszają grudzień miesiącem Munchkina! Populacja Munchkinów powiększa się. A to oznacza, że na 3trolle.pl, każdy kto w odpowiednim polu rabatowym wpisze hasło: borwol.znadplanszy.pl, otrzyma 8% zniżki na dowolny Munchkinowy produkt. Nic tylko wbijać poziomy 😀

 

 

Eh… na koniec-koniec jeszcze parę słów. Jeśli ktoś mnie w ogóle kojarzy, to z Raportów z sektora Traxis, czyli mojego bloga na temat Warhammera 40000: Podbój. I właśnie te osoby chciałbym przeprosić za to, że blog zniknął. Nie wiem sam co z nim będzie. Być może ktoś go przejmie, ale jedno jest pewne – ja nie będę już miał z nim nic wspólnego. Nie chcę tłumaczyć dlaczego, bo to nie ma sensu, ale zapewniam, że nie wynika to z żadnego konfliktu między mną a serwisem ZnadPlanszy, jak sądzą niektórzy, a chłopaki są bardziej cierpliwi względem mnie niż ja sam bym był. Z resztą chyba nie pisałbym w takim przypadku dalej na tej samej platformie. Tyle z mojej strony. Czekajcie na dalsze wpisy ogólnoplanszówkowe na tej stronie 🙂

  • Cez

    Chmmm taaa Munchkin. Idealny dodatek do piwa? A nie za cienkie te karty jak na podstawki pod kufel? 😉

    • Borwol

      Dlatego polecałem koszulki. Mały wydatek, a jak zwiększają funkcjonalność kart 😛